Wywiad z Marcinem Majcherem
Zmieniony: poniedziałek, 25 maja 2009 21:28 poniedziałek, 28 stycznia 2008 01:24
Rozmowa z Marcinem Majcherem - świdnickim kierowcą rajdowym, który w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski zadebiutował w 1999 roku.
W swojej karierze ścigał się już Fiatem Cinquecento Sporting, Peugeotem 106 Rallye, Citroenem Saxo, Peugeotem 206 XS. Obecnie startuje N-grupowym Mitsubishi Lancer Evo V. Marcin przez trzy lata był uczestnikiem Rajdowego Pucharu Peugeota i udało mu się osiągać w pucharowych rozgrywkach całkiem dobre rezultaty. Jego pierwszym poważnym startem był 27 Rajd Elmot. Teraz po blisko pięciu latach Marcin Majcher i jego pilot Daniel Leśniak bardzo dobrze rozpoczęli kolejny sezon poważnego ścigania się. Tym razem startując w samochodzie Mitsubishi Lancer Evo V zajęli szesnastą pozycję w klasyfikacji generalnej i ósmą w klasie N-4. Świdnicki kierowca rozpoczął rywalizację od bardzo dobrych rezultatów na odcinkach specjalnych. Pierwszy etap zespół zakończył na 12 lokacie w klasyfikacji generalnej ze sporymi szansami na czołową dziesiątkę…
Karol Ferenc: Marcin, opowiedz coś o swoich przygotowaniach do startu w 32 Rajdzie Elmot.
Marcin Majcher: Samochód był przygotowany na około dwa tygodnie przed startem. Kilka dni przed rajdem zorganizowaliśmy treningi w okolicach Ślęży. Testowaliśmy trochę ustawienia naszego Mitsubishi i niestety wylecieliśmy z drogi. Urwaliśmy koło i przez kolejne dni musieliśmy reanimować Lancera. Byłoby to proste, gdybyśmy tylko mieli wszystkie potrzebne części, a tak musieliśmy włożyć w to dużo pracy i inwencji twórczej. Samochód był po raz drugi gotowy praktycznie na dwa dni przed startem, nie licząc pewnych drobnostek, które dały o sobie znać podczas jazd na kilka chwil przed rozpoczęciem imprezy. W taki oto sposób udało nam się szczęśliwie wystartować w rajdzie.
Już od pierwszego odcinka specjalnego jechaliście bardzo szybko i utrzymywaliście równe tempo przez cały rajd.
Byliśmy mile zaskoczeni wynikami poszczególnych oesów. W zeszłym roku na Rajdzie Polski mieliśmy lepszą elektronikę od obecnej, ale niemal przez cały czas trapiły nas problemy z piastami. Nie mogliśmy się przez to sprawdzić praktycznie z żadną załogą startującą N-grupowym lancerem. Jedynie na czterech odcinkach, gdy jechaliśmy sprawnym samochodem udało nam się uzyskać doskonałe piąte rezultaty w klasie N-4.
Kolejnym startem był dopiero Rajd Warszawski. Bardzo lubię szutrowe nawierzchnie i po cichu liczyłem na zniwelowanie różnic sprzętowych do innych rajdówek w klasie. Niestety - w naszym samochodzie pojawiły się problemy z częścią układu wydechowego. Takie same kłopoty mieliśmy drugiego dnia tegorocznego Rajdu Elmot.
Nie ukrywam, że ten rajd bardzo chcieliśmy ukończyć. Postanowiliśmy od samego początku pojechać swoim tempem. Wszystkie nasze dotychczasowe starty, nie tylko w Rajdzie Elmot zawsze rozpoczynaliśmy spokojnie. Pierwszą pętlę jechaliśmy troszeczkę wolniej, jakby zachowawczo i traciliśmy wtedy bardzo dużo cennych sekund. Podczas następnych pętli starałem się to odrabiać. Zawsze jednak było to zbyt mało, aby rezultat na mecie był zadowalający. Tym razem jechaliśmy od pierwszego oesu odpowiednim tempem.
Jaka więc była Wasza taktyka na tegorocznym Rajdzie?
Po pierwsze musieliśmy odpowiednio przygotować nasz samochód. Na ten rajd postanowiliśmy tak ustawić jego parametry, aby dojechać do mety. Silnik nie był w ogóle wysilony. Turbina miała optymalne, nieobciążające silnika ładowanie. Podczas tego rajdu mieliśmy także praktycznie szutrowe sprężyny w zawieszeniu - dokładnie te same, które były w samochodzie w momencie, gdy kupowaliśmy go od Łukasza Sztuki. Mogę śmiało powiedzieć, że mamy całkowicie seryjną N-kę a do tego na oponach firmy Matador. Właśnie Elmot był miejscem naszego małego oponowego eksperymentu. Po raz pierwszy wystartowaliśmy i zaryzykowaliśmy start na tych gumach. Zrobiliśmy to głównie ze względów ekonomicznych. Byłem też jednak bardzo ciekawy jak będą się one zachowywać na trasie. W Polsce panuje przekonanie, że jak się nie ma wszystkiego najlepszego to nie można jechać. Ja bardzo mocno walczę z takimi poglądami. Wydaje mi się, że jeżeli w Czechach można się ścigać tyloma samochodami to nie wynika to tylko z tego, że oni mają sponsorów i pieniądze. Uważam, że potrafią czasami lepiej pomyśleć i zrezygnować z jednej rzeczy kosztem czegoś innego.
Postanowiliśmy jechać swoim tempem przez cały czas nie patrząc na to, co robią inni zawodnicy. Utrzymywaliśmy dobry rytm i przez większą część rajdu przynosiło to znakomite efekty. Przeglądając listę zgłoszeń doszliśmy do wniosku, że teoretycznie powinniśmy notować ostatnie – przedostatnie czasy w grupie N, z założeniem, że nie możemy pozwolić sobie na to, by wyprzedził nas ktokolwiek w słabszym aucie. Okazało się jednak, że stać nas na trochę więcej.
Był to dla Ciebie świetny występ. Zwłaszcza, że poprzednich edycji Elmotu nie możesz zaliczyć do udanych.
To prawda. W 1999 roku startowaliśmy pierwszy raz fiatem cinquecento i dojechaliśmy na piątym miejscu. Rok później zajęliśmy siódme miejsce w Pucharze Peugeota. W 2001 roku już na pierwszym OS-ie zdefektowała skrzynia biegów w naszym samochodzie. Po naprawie szybko zaczęliśmy odrabiać straty, wygrywaliśmy kolejne odcinki w RPP, po czym wypadliśmy z drogi i uderzyliśmy w drzewo na OS-ie w Glinnie. W 2002 roku mieliśmy olbrzymie kłopoty z hamulcami w peugeocie. Udział w tamtej edycji po części z powodów niewydolności układu hamulcowego zakończyliśmy wypadkiem. W zeszłym roku nie zdążyliśmy przygotować naszego Mitsubishi Lancera do udziału w rajdzie. W tym roku udało nam się wystartować i po raz pierwszy od 2000 roku dojechać do mety. Jesteśmy więc bardzo zadowoleni z naszego występu.
Pierwszy dzień Rajdu Elmot przejechaliście bez większych problemów i etap zakończyliście na bardzo dobrym miejscu. Wasze kłopoty zaczęły się w sobotę...
Tak to już jest w tym sporcie, że duża część wyniku zależy od szczęścia. Rzeczywiście w pierwszym dniu nie mieliśmy większych kłopotów. Drugi etap rozpoczęliśmy spokojnie. Gdy jednak znaleźliśmy się na mecie odcinka w Michałkowej zadaliśmy sobie z Danielem pytanie czy przyspieszamy, czy też spokojnie jedziemy "po swoje". Zapadła decyzja, że możemy pojechać dużo szybciej i spróbować powalczyć o coś więcej. Była szansa wbicia się w okolice pierwszej dziesiątki. Skończyło się jednak tylko na obietnicach... Na kolejnym odcinku tuż po starcie zaczęło nam brakować momentu i mocy. Czułem, że samochód nie odjeżdża prawidłowo z zakrętów. Wskaźnik pokazywał, że turbina ładuje 0,4 bara - trzykrotnie mniej niż powinna. Auto miało może koło 120 KM. Na Kamionkach osiągnęliśmy zawrotną prędkość 140 km/h, podczas gdy w drugą stronę poprzedniego dnia mieliśmy około 205 km/h. Było to dla nas sporym problemem. Cieszę się jednak, że byłem w stanie zdiagnozować przyczynę tego spadku mocy. Wiedziałem, że możemy to naprawić na serwisie, więc chcieliśmy pojechać maksymalnie szybko, na ile tylko niedomagający samochód nam pozwalał.
Niestety na odcinku w Kamionkach pojawiły się kolejne problemy. Na jednym z zakrętów przebiliśmy oponę. Było tam rozsypane mnóstwo kamieni. Starałem się jechać idealnie po śladach zrobionych przez poprzedzające nas samochody, ale musiał trafić się jeden większy kamień no i stało się. Najgorsze jest to, że złapaliśmy go w prawym przednim kole, a w lancerze trzeba je wtedy koniecznie zmienić. Dzieje się tak dlatego, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo uszkodzenia chłodnicy oleju, a to oznaczałoby koniec ścigania się i ogromne straty w sprzęcie. Musieliśmy zmienić koło i to w dosyć trudnym miejscu. Straciliśmy przez to około 7 minut i spadliśmy mocno w klasyfikacji generalnej rajdu.
Ostatnie cztery odcinki specjalne rajdu musieliśmy poświęcić na odrobienie strat powstałych w wyniku tej awarii. Udało się awansować o cztery pozycje. Chciałbym przy tej okazji bardzo podziękować Stefanowi Karnabalowi za użyczenie części potrzebnych do naprawy naszego auta.
Jak oceniłbyś 32 Rajd Elmot?
Pod względem organizacyjnym Rajd był świetnie przygotowany. Było także bardzo dużo radarów na dojazdówkach i to był chyba dobry pomysł, bo naprawdę nie widziałem, żeby ktoś szalał na drodze. Przyczyniło się to także do spokojniejszego zachowania się kibiców wracających z tras, a to niezwykle ważne dla nas wszystkich. Mieszkańcy miejscowości położonych w pobliżu trasy rajdu zapewne odczuli ulgę z tego powodu.
Pod kątem naszego występu było naprawdę dobrze. Wydaje nam się, że jechaliśmy szybko i poza tym kapciem – bez większych przygód. Wręcz fantastycznie nam się podróżowało z Danielem. Ten samochód to jest to! Marzymy może o jakiejś mocniejszej ewolucji, bądź o porządnym przygotowaniu tego egzemplarza. Chcielibyśmy zmierzyć się z konkurencją w dobrze dofinansowanym samochodzie. Uważam, że Mitsubishi Lancer Evo V wciąż jest skuteczną rajdową bronią, ale pod warunkiem naprawdę wzorowego przygotowania, na które niestety potrzeba znacznych nakładów finansowych.
Przez ostatnie kilka rajdów brakowało nam tego, żeby się z kimś pościgać na poważnie. W Świdnicy jechaliśmy swoim tempem, a walka z konkurentami w N-4 bardzo nas pasjonuje. Potrafiliśmy do samego końca wytrzymać to ciśnienie i nie popełnialiśmy poważniejszych błędów. Tego nam było trzeba i myślę, że ten występ dał nam troszeczkę więcej wiary w siebie. Wiem, że jechaliśmy szybko. Pamiętam jak wygraliśmy klasę RPP na Rajdzie Karkonoskim i wiem, że teraz momentami jechało się nam podobnie. Z pewnością wykorzystałem większy procent możliwości tego samochodu niż dotychczas. Dzięki temu optymistycznie patrzymy w przyszłość. A tak po cichu marzy nam się jeszcze kilka rajdów naszym „Miśkiem”, a później choćby jednorazowe wypożyczenie „topowego” auta: z kłówką, szperą, dobra elektroniką i paliwem… Jednak to nie do końca zależy od nas.
Na sam koniec w bardzo ładny sposób podziękowałeś kibicom zgromadzonym na odcinku specjalnym za obecność podczas Rajdu Elmot.
Nie wiem jak to wyglądało na zewnątrz, ale w środku mieliśmy naprawdę dużo zabawy. Dużo się ślizgaliśmy praktycznie podczas wszystkich OS-ów, a już w Świdnicy i na walimskich kostkach szczególnie. Taka jazda sprawia nam też ogromnie dużo radości.
Od tego roku zmienił się wygląd Twojego samochodu rajdowego. Powiedz, kto finansuje Twoje starty?
Chcielibyśmy bardzo podziękować wszystkim naszym sponsorom: producentowi elektronarzędzi Milwaukee, firmie Metal-Tech, Firmie Budowlanej Tadeusz Majcher, oraz Galpaf i GM Tools Polska. Dziękujemy Wam za umożliwienie naszego startu w 32 Rajdzie Elmot. Jestem także pełen wdzięczności dla wszystkich osób, które pomagały nam w przygotowaniu się do tego rajdu – szczególnie dziękuję naszym serwisantom.
Dziękuję za rozmowę
Dziękuję również i pozdrawiam wszystkich kibiców, a przy okazji zapraszam wszystkich na naszą nowopowstałą stronę www.rajdy.majcher.pl gdzie oprócz galerii i newsów, już wkrótce znaleźć będzie można około 10-minutowy klip z Rajdu Elmot oraz on-board z odcinka Michałkowa.
Rozmawiał: Karol Ferenc















