32 Rajd Elmot Remy
Zmieniony: poniedziałek, 04 lutego 2008 16:50 poniedziałek, 28 stycznia 2008 01:02
32 RAJD ELMOT REMY
Leszek Kuzaj z wałbrzyskim pilotem Maciejem Szczepaniakiem na subaru imprezie STi zwyciężyli w zakończonym w sobotę 32 Rajdzie Elmot - pierwszej eliminacji Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski w 2004 roku. Załoga Subaru Poland Rally Team nie dała swoim rywalom cienia szansy. Kuzaj zaatakował już od pierwszego odcinka specjalnego i sukcesywnie, z odcinka na odcinek, powiększał swoją przewagę nad rywalami...
Wygrał aż 10 z 16 rozegranych odcinków specjalnych, a na mecie zameldował się z ponad minutową przewagą nad drugim zawodnikiem. Kuzajowi należą się ogromne gratulacje. Zwyciężył w Rajdzie Elmot we wspaniałym stylu. Również na mecie pokazał swoją ogromną klasę. Na rampie nie otworzył zwycięskiego szampana, bo jak powiedział: „To był Rajd Janusza”. W tym krótkim zdaniu, Leszek Kuzaj wspomniał faktycznie najlepszego kierowcę ostatnich lat w Polsce. Zawodnika, który w Elmocie zwyciężał aż pięciokrotnie w roku 1997, 1998, 2000, 2001 i 2002 i to za kierownicą przeróżnych samochodów. Janusz Kulig kochał ten sport, a Rajd Elmot w szczególności. W tym roku także planował tu wystartować. Tym razem za kierownicą fabrycznego fiata punto S1600... Niestety 13 lutego wydarzyła się tragedia, która zabrała nam tak wspaniałego człowieka i zawodnika. Będziemy o Nim zawsze pamiętać.
Za plecami Leszka Kuzaja toczyła się pasjonująca walka o drugą pozycję. Kilkanaście samochodów w klasie N-4 szybko podążało do mety. Jednakże realną szansę na czołowe pozycje miało tylko kilku zawodników. Z kolejnymi odcinkami weryfikowaliśmy nasze przedstartowe typy. Pierwszym pechowcem okazał się być Tomasz Czopik. Już na otwierającym odcinku specjalnym popełnił falstart, a do tego narzekał na złe ustawienia zawieszenia w swoim mitsubiashi lancer evo VII. Nerwowy początek rajdu przełożył się na kolejne błędy w jego jeździe. Już na drugim OS-ie Czopik złapał kapcia i przestał faktycznie liczyć się w walce o dobre miejsce. Dwa ostatnie odcinki pętli i problemy z prowadzeniem auta spowodowały, że Czopik podjął decyzję o wycofaniu się z 32 Rajdu Elmot.
Szczęścia nie miał także Michał Bębenek. Podopieczny ś.p. Janusza Kuliga startował w Elmocie autem, którym Kulig jechał w Mistrzostwach Świata. Niestety jednak w jego postawie widać było sporo nerwowości. Już na odcinku testowym kierowca z Bochni dachował. Pierwszy dzień jechał ze zmiennym szczęściem, ale uzyskiwał wiele bardzo dobrych rezultatów. Gdyby nie drobne błędy to zapewne byłby w czołówce rajdu. W sobotę Michał wygrał nawet odcinek specjalny i szybko odrabiał straty pnąc się wyżej w klasyfikacji generalnej. Niestety na jednej z ostatnich prób opuścił trasę w miejscu, z którego jego sprawny lancer evo VII nie mógł wyjechać o własnych siłach. Miejmy nadzieję, ze lepiej będzie w następnych eliminacjach RSMP. Tomasz Kuchar przyjechał do Świdnicy jako kierowca mogący nawiązać równą walkę z Kuzajem. Jednak wrocławski zawodnik ostrożnie oceniał swoje szanse na wygraną. Miał sporą przerwę w startach na asfaltowej nawierzchni i mówił, że nigdy lancerem po asfaltach nie jeździł. W 2001 roku w organizowanym przez Automobilklub Sudecki Rajdzie Preem Kuchar startował właśnie lancerem. Wprawdzie był zgłoszony w klasie A-8, ale różnica dotyczyła tylko zwężki w turbinie. Ostatecznie na mecie 32 Rajdu Elmot Tomasz Kuchar zajął czwarte miejsce. Zwyciężył nawet na jednym odcinku specjalnym (był to ostatni OS w rajdzie) w czasie, gdy w czołówce wszystko było już w zasadzie poukładane. Myślę, że jego czwarte miejsce to dobry rezultat i ważne pierwsze punkty w MP. Od Rajdu Polski Kuchar zapewne zaatakuje czołową pozycję, a ma ku temu najlepsze możliwości.
Świetną postawę pokazał wszystkim Maciej Lubiak pilotowany przez doświadczonego Macieja Wisławskiego. Zeszłoroczny II vice mistrz Polski zmienił samochód z lancera evo V na nowszego o dwie generacje evo VII. Duża ilość treningowych kilometrów od samego początku przyniosła efekt. Lubiak przez cały pierwszy dzień zajmował drugą lokatę za szybko uciekającym Kuzajem. Jedynym kierowcą, który nawiązywał walkę z Lubiakiem był Michał Sołowow. Startujący podobnym samochodem zawodnik zaatakował Lubiaka pod koniec pierwszego etapu i swojego doskonałego miejsca nie oddał już do samej mety w sobotę. Jechał bardzo szybko i pewnie. Jeszcze kilka sezonów temu z trudnością pokonywał słabsze samochody, a z lancerami nie nawiązywał równej walki. Widać jak dużo daje mu doświadczenie zdobywane podczas startów w Mistrzostwach Europy i Świata.
W kategorii S1600 zdecydowanie wygrał Grzegorz Grzyb. Zeszłoroczny mistrz Polski w tej klasie nie pozostawił cienia wątpliwości rywalom, a raczej rywalowi - Sebastianowi Fryczowi. Kibice liczyli na wyrównaną walkę, ale kierowca suzuki ignisa S1600 z odcinka na odcinek tylko powiększał swoją przewagę. Wzrosła ona ostatecznie do minuty i ośmiu sekund, a to już całkiem sporo. Talentem w tejże kategorii błysnął także Michał Kościuszko. Udało mu się wygrać kilka prób z kierowcą fiata punto, lecz przebita dwukrotnie opona i konieczność zmiany koła na OS-ie spowodowała spore straty. Trzecie miejsce w S1600 to jednak bardzo dobry rezultat, bo tegoroczny Rajd Elmot był naprawdę trudny. Już na drugim odcinku odpadł wyczekiwany długo debiutant w S1600 - Mariusz Pelikański. Urwane koło prawdopodobnie na skutek awarii amortyzatora szybko zakończyło przygodę ząbkowickiej załogi w tegorocznym Rajdzie Elmot. Co ciekawe kierowca Automobilklubu Sudeckiego wygrał pierwszy odcinek w kategorii S1600. Pokazał tym samym, że może być niezwykle groźny na kolejnych eliminacjach RSMP i na to szczerze liczymy.
W A-7 zwyciężył Zbigniew Staniszewski. Długo w tej klasie prowadził w niej wrocławianin Krzysztof Tercjak dosiadający piekielnie mocnego peugeota 306 MAXI. Niestety jednak na pierwszym sobotnim odcinku specjalnym opuścił on trasę w dosyć nieciekawym miejscu. Jego samochód wylądował w rzece. Całe szczęście, że załoga wyszła z tego praktycznie bez szwanku. W klasie A-6 Marcin Mucha przed Robertem Kujawskim i Dariuszem Chudobińskim. Mucha to młody zawodnik startujący w tegorocznych mistrzostwach peugeotem 106 MAXI, samochodem znanym z krajowych tras z końca lat dziewięćdziesiątych.
A-5 to wygrana Jacka Płonki przed Tomaszem Seredyńskim i Ryszardem Pluchą. Przez cały czas świetnie radził sobie reprezentant organizatora Grzegorz Sieklucki. Zdecydowanie prowadził w A-5 jednak przed ostatnią sobotnią pętlą zdefektowało sprzęgło w jego nissanie micra i ten sympatyczny zawodnik zmuszony był wycofać się z dalszej rywalizacji.
Tylko dwóch zawodników dotarło do mety rajdu w klasie N-3. Wygrał Cezary Piekarski przed Bartłomiejem Borutą. Także dwa samochody zameldowały się na mecie w klasie N-2. Wygrał Bogdan Choma ponad 2,5 minuty przed Marcinem Sienkiewiczem. Samotnie w N-1 zwyciężył Tomasz Seredyński. Awaria wyeliminowała jedyne auto A-TD - skodę fabię Tomasza Płaczka i Bartłomieja Holdenmayera, a szkoda bo to bardzo przyszłościowa klasa samochodów rajdowych.
Ciekawa rywalizacja toczyła się w Rajdowym Pucharze Peugeota. Zwyciężył prowadzący przez większość rajdu Łukasz Witas. Drugie miejsce na przedostatnim OS-ie wywalczył Dariusz Poloński, a trzeci finiszował Łukasz Szterleja. Doskonale spisał się w niej także kierowca Automobilklubu Sudeckiego Marcin Dobrowolski. Ostatecznie finiszował na czwartej pozycji i pokazał, że w kolejnych eliminacjach może wszystkich miło zaskoczyć. Pochodzący w Wałbrzycha Piotr Starczukowski zakończył rajd już na drugim OS-ie na skutek awarii.
Zawodnicy na mecie podkreślali dużą atrakcyjność i trudność trasy tegorocznego Elmotu. Podobały im się także dłuższe odcinki specjalne - to powrót do prawdziwych rajdów. Do pełni szczęścia kibicom brakuje jednak samochodów klasy WRC. Miejmy nadzieję, że wrócą już niebawem. Do zobaczenia za rok!
Karol Ferenc















